Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Strażnicy Galaktyki: Strażnicy w rozsypce / Grzech Pierworodny - Rodzyn


Dwa najnowsze z wydanych na naszym rynku tomów Strażników Galaktyki można ocenić wspólnie, gdyż tworzą dość spójną historię, choć przerywaną kilkoma innymi.

Na wstępie muszę napisać, że opis czwartego tomu jest mocno mylący, gdyż sugeruje nam, iż zniknięcie Star-Lorda, nazwane dodatkowo tajemniczym, wymusiło dołączenie do zespołu Venoma i Captain Marvel. Zawartość tomu to jednak coś nieco innego. Na samym jego początku do drużyny dołącza Venom, polecony przez Tony'ego Starka, który zrezygnował z dalszego towarzyszenia Strażnikom w ich kosmicznych przygodach. Na kolejnych stronach widzimy naszych bohaterów podzielonych na mniejsze grupki, które zostają zaatakowane przez różne zagrożenia, wszystko sprytnie zaplanowane przez ojca Star-Lorda. Drax trafia pod sąd Shi'Ar, Rocket staje się eksperymentem dla Kree, Gamora walczy na arenie Badoon, Groot trafia w ręce Brood, a Venom to cel Skrulli. Nie jest to więc to, czego ktoś mógłby się po samym opisie spodziewać. Jeżeli zaś chodzi o samą Captain Marvel, to nie dołącza ona do zespołu, a jedynie dość przypadkiem pomaga jego członkom (podobnie jest w tomie piątym). 

Gdy nasi bohaterowie jakoś radzą sobie z przeciwnościami jakie stawiono na ich drodze, mierzą się z czymś, co może okazać się o wiele bardziej bolesne: prawdą. Gamora orientuje się, że Star-Lord nie wyjawił im całej prawdy o swoim i Draxa powrocie do świata żywych, o Thanosie nie wspominając. Zależy jej też na tym, co stało się z Richardem Riderem, jej ukochanym Novą. Odpowiedzi na te pytania, które również dawni fani Strażników chcieli poznać gdy seria ta wystartowała, znaleźć można w piątym tomie tej serii. Czy są one satysfakcjonujące? Nie jest najgorzej, ważne że pewna luka w całej historii postaci została zapełniona. 

Druga część albumu to powrót do głównej osi fabuły, gdzie nasi bohaterowie poszukują Venoma, który zagubił się w trakcie wspomnianych wydarzeń. Odnalezienie go to jedna nie największy ich problem, gdyż symbiont zaczyna wariować. Kto chciałby zobaczyć jak wyglądaliby członkowie Strażników z nim połączeni, tu to dobrze zobaczą. Mamy tu także dopowiedzianą całą historię symbiontu i jego rasy, co moim zdaniem nie wypada już na tyle w porządku jak rewelacje z pierwszej części albumu. To już zależy od tego, co czytelnik uważa za odpowiednie dla mitologii Venoma. W całość wplecione są też pewne wydarzenia dotyczące planety Spartax i jej mieszkańców, z której pochodzi ojciec Petera, jednak o tym, co z nich wyniknie będę mógł napisać dopiero w recenzji kolejnej odsłony serii. 

Wróćmy jeszcze na chwilę do czwartego tomu, gdyż zawiera on trzy dodatkowe historie. Pierwsza to przepełniona emocjami historia o początkach Groota autorstwa Andy'ego Lanninga znanego z docenianego wcześniejszego runu Strażników. Gorzej wypada druga historia o przygodach oryginalnego zespołu Strażników z przyszłości autorstwa Dana Abnetta, drugiego twórcy wspomnianego runu. Jego historia szczególnie ciekawie nie wypada, a z racji tego, że o samych bohaterach tak naprawdę nic nie wiadomo i samo ich przedstawienie niewiele wnosi. Do albumu dodano także pierwszy numer serii Carol Danvers, w którym przejęła ona pseudonim Captain Marvel. To porządnie opowiedziana historia, w której wiele zostaje wyjaśnione, ale rysunki Dextera Soy to nie moja bajka. Na koniec mamy też fragment Amazing Spider Man #654, gdzie Flash Thompson złączył się po raz pierwszy z Venomem. 

Jak widać oba tomy przeładowane są treścią, jednak gdyby wyciągnąć z tego to, co jest naprawdę wartościowe, byłoby nieco ubogo. Spróbujmy iść po kolei. 

Dodanie Venoma do zespołu to moim zdaniem ciekawy pomysł, jednak praktycznie w ogóle nie działa on wraz z resztą drużyny, tylko przeżywa własną przygodę w kosmosie. Na łamach tych dwóch tomów zostaje jednak zamknięty ten rozdział i liczę, że w dalszym ciągu serii będzie to wyglądać ciekawiej. O Captain Marvel nawet nie ma co mówić: po prostu gdzieś tam jest w tle, nawet nie w towarzystwie drużyny, tylko raz pomagając Quillowi, a dwa informując go o pewnym wydarzeniu. Pozostałe postaci też nie mają zbyt ciekawych wątków, wszystko kręci się wokół relacji Petera z jego ojcem, wałkowanej od początku serii. Reszta Strażników mierzy się zaś z zagrożeniami, które dla czytelników nie są nowe: Badoon, Straż Imperialna itd., wszystko to to wciąż te same rasy i przeciwnicy od początku serii, brak tu większej kreatywności ze strony Bendisa. 

Najciekawiej wypada więc wątek wyjawienia przez Petera prawdy o jego i Draxa powrocie do życia, z tym że polski czytelnik niekoniecznie będzie wiedział, o co chodzi. W Polsce został wydany Imperatyw Thanosa w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, ale też nie każdemu taka forma wydania odpowiada. Tym bardziej, że komiks ten jest zwieńczeniem pewnej kosmicznej sagi, która u nas jest dopiero na początku wydawania: zakończyła się Anihilacja i wkrótce rozpocznie się Anihilacja: Podbój. Tak więc nie wiem, na ile najlepsza część albumu zostanie doceniona jako coś istotnego.

Rysunki w obu albumach to dzieło wielu artystów. W czwartym tomie główna historia to bardzo nieprzypadające mi do gustu rysunki Nicka Bradshawa. Nie wiem, czy przez fakt iż nie wyrabiał się z terminami, czy też z innego powodu, część plansz wykonana została przez piątkę innych twórców. Nie prezentują one przy tym jakiejś innej, odrębnej historii, jakiegoś innego wątku, to wciąż ciąg tych samych wydarzeń. I razi to najbardziej gdy na koniec wkracza Michael Avon Oeming, którego lubię, ale który tak bardzo nie pasuje w roli artysty, który dokańcza pracę kogoś innego, że ciężko mi go tu docenić. O rysunkach w krótszych historiach może nie będę pisał, bo też nie ma za bardzo o czym, tylko Phil Jimenez prezentuje dobry poziom.

W piątym tomie z rysunkami jest już lepiej i nie mamy takich częstych zmian stylu. Ed McGuinness w większości odpowiada za historię związaną z Grzechem Pierworodnym, uzupełniany jedynie przez Valerio Shiti, który odpowiadał za resztę albumu (z małą pomocą Davida Lopeza). Pierwszy z nich jak się postara, to potrafi stworzyć dobre kadry i tutaj widać, że do większości z nich się przyłożył. Shiti zaś to artysta, który wraca klimatem rysunków do początków serii i to ktoś, kogo seria ta potrzebowała. Gdyby tylko to, co musi rysować, było ciekawsze, byłby to na pewno świetny komiks.

Do runu Bendisa w Strażnikach od początku miałem wiele zastrzeżeń i tomy te ich nie niwelują. Scenarzysta ten nie patrzy tu szczególnie na postaci, które składają się na jego drużynę, na ich przeżycia i idnywididualny charakter. Są jedynie środkiem do opowiedzenia pewnych historii, które też nie zachwycają. Strażnicy kręcą się cały czas wokół tych samych wątków, powracają ciągle te same twarze, zamiast większej eksploracji kosmosu i wykorzystania jego możliwości i wielu innych ciekawych postaci. Sam Venom jako dodatek do drużyny nie służy jej w żaden sposób, a jedynie od początku jest środkiem do pokazania genezy symbiontu, która nie jest zbytnio potrzebna ani ciekawa. To, co chciałbym w tej serii widzieć, czyli jakiś charakter postaci, widoczne jest na początku piątego tomu, gdy trafiamy do retrospekcji z Rakowersum. Czy jednak było warto tyle na to czekać? Nieszczególnie. 

Co przed nami? W tej części runu Bendisa został jeszcze jeden album Po drugiej stronie lustra. Przy czym połowa z niego to fragment crosoovera z All-New X-Men i kilkoma innymi seriami, jakim jest Czarny Wir (ang. Black Vortex). Pytanie, czy Egmont wyda go osobno jak chociażby Proces Jean Grey, czy może trzeba będzie skakać między kolejnym tomem Strażników a młodych X-Men? Egmont nic na ten temat się nie wypowiedział, więc pozostają tylko domysły.

Rodzyn

Strażnicy Galaktyki: Strażnicy w rozsypce
Scenarzysta:Brian Michael Bendis
Ilustrator:Nick Bradshaw
Tłumacz:Paulina Braiter
Wydawnictwo:Egmont
cena okłądkowa: 39,99zł
Format:165x255 mm
Liczba stron:156

Strażnicy Galaktyki: Grzech Pierworodny
Scenarzysta:Brian Michael Bendis
Ilustrator:Ed McGuinness, Valerio Schiti
Tłumacz:Paulina Braiter
Wydawnictwo:Egmont
cena okładkowa: 39,99 zł
Format:165x255 mm
Liczba stron:132

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarzy do recenzji.

Recenzje powiązanych komiksów:

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.