Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Harbinger Wars - S_O (AvalonPlus)


Gdy grupa młodych mutantów zbiega z jednego z ich laboratoriów, Project Weapon X rusza za nimi w pościg – zainteresowany jest też nimi jednak Magneto. Po stronie dzieciaków stoi jedynie Deadpool… Nie, zaraz, jeszcze raz. 

Gdy grupa młodych psiotów zbiega z jednego z ich laboratoriów, Project: Rising Spirit rusza za nimi w pościg – zainteresowany jest też nimi jednak Toyo Harada. Po stronie dzieciaków stoi jedynie Bloodshot… O, i Renegaci Petera Stancheka też są w jakiś sposób związani. 

Harbinger Wars jest pierwszym eventem w odnowionym Valiant Universe, I trzeba przyznać, że w istocie jest to historia, w której role mają postacie z dwóch różnych serii. I jak możecie się pewnie domyślić po powyższych akapitach, nie jestem całkiem przekonany co do jego jakości. Fabułę pokrótce opisałem już w moim Żenującym Żarcie Prowadzącego: W tomie drugim swoich solowych przygód Bloodshot, zinfiltrowawszy jedno z laboratoriów Project: Rising Spirit, zamiast odpowiedzi na temat swojego pochodzenia odnajduje grupkę szkrabów z supermocami, które PRS porwał, żeby wykorzystać we własnych, złowieszczych celach. Jak się okazuje, od początku taki był plan działającego zakulisowo Toyo Harady, który chce zwerbować dzieciaki do własnej organizacji. Dodatkowo jako, że Bloodshot przed dezercją był wykorzystywany przez PRS między innymi do porywania rzeczonych dzieci, te niespecjalnie mu ufają i połowa z nich ucieka na własną rękę, lądując – śmigłowcem – na jednym z wyższych pięter pewnego hotelu w pobliskim Las Vegas. Teraz wszystkie strony konfliktu skupiają się na Mieście Grzechu – Harada chce zwerbowac dzieci, PRS chce je odzyskać, a Bloodshot chce mieć święty spokój i wrócić do poszukiwania odpowiedzi. 

Jak mogliście zauważyć, w powyższym opisie nie wspominałem o protagonistach serii Harbinger, Peterze i jego kompanach. A to dlatego, że ich obecność w tym crossoverze jest całkowicie pretekstowa – doganiają fabule dopiero w połowie historii, której resztę spędzają, nie robiąc wiele poza byciem krótkotrwałą przeszkodą na drodze innych graczy. Ba, jedyny powód, dla którego w ogóle biorą udział w tej drace jest taki, że miejscowy prekognita powiedział im, że muszą. Jedyne, co przyniosła im ta przygoda to fakt, że teraz oficjalnie i kanonicznie nazywają się “Renegatami”. 

W ogóle jeśli chodzi o konsekwencje, Harbinger Wars okazuje się niewypałem: tak naprawdę tylko Bloodshot doczekał się czegoś przypominającego satysfakcjonujące zakończenie – udało mu się dorwać jednego z ludzi odpowiedzialnych za jego stan. Poza tym jednak? Stanowiące klamrę dla historii w głównej miniserii spotkanie między głową Project: Rising Spirit a przedstawicielami rządu skończyło się pogrożeniem im palcem. Haradzie udało się – spoiler – zwerbować większość zbiegłych dzieciaków, ale że były one praktycznie co do jednego pozbawionymi jakichkolwiek osobowości narzędziami fabularnymi z mocami podyktowanymi fabułą i mającymi bardzo ograniczoną użyteczność po zakończeniu historii, nie zasługują nawet na wysiłek, który musiałbym włożyć w sprawdzenie na Valiantowej wiki, czy kiedykolwiek którekolwiek z nich się jeszcze pojawi. Więc zwycięstwo jest tutaj nominalne. 

A skoro mowa już o całkowitej porażce w temacie prezentowania postaci, na oddzielną wzmiankę zasługuje najnowszy członek Renegatów, zwerbowany pod koniec drugiego tomu Torque. Podstawa jego charakteru jest prosta – młody, zakompleksiony chłopak, w końcu mogący zrealizować swoje fantazje dzięki swoim mocom. “Prosta” nie znaczy jednak, że nie można jej przedstawić w ciekawy, wciągający sposób. Nie uświadczymy tego jednak w tej historii, bo Dysart postanowił pójść po linii najmniejszego oporu i wykorzystać najbardziej wyświechtane, łopatologiczne banały, żeby go nam przybliżyć. Jeśli dodać do tego kontratak “quipow” w pisanej – wedlug spisu treści – przez niego serii glównej, z całą pewnością mogę powiedzieć, że Swierczynski ma na niego zły wpływ – tym bardziej widoczny, jeśli porównać historię z dodanym do trzeciego tomu Harbingera numeru zerowego, skupiającym się na dzieciństwie Harady w Hiroszimie po zrzuceniu bomby atomowej i na tym, jak w obecnych czasach załatwia interesy, czy też z przedstawionymi we właściwym tie-inie retrospekcjami z roku 1969 i pierwszą wojną między Haradą a PRS. 

A jeśli wziąć pod uwagę jeszcze wspomniany fakt, że tylko Bloodshot wyniósł cokolwiek z tego eventu, jak i moją wiedzę o wydarzeniach nadchodzących w serii (jak dodanie debiutujących w historii H.A.R.D. Corps do tytułu serii czy kolejny crossover, tym razem z Archer & Armstrong) zaczynam podejrzewać, że jedynym prawdziwym celem Harbinger Wars było podbicie marki Bloodshota (co, biorąc pod uwagę moją nieskrywaną niechęć w recenzji pierwszych dwóch tomów może wyjaśniać, czemu tak się znęcam). 

Oczywiście, że scenarzyście takiemu jak Swierczynski niemożliwe jest podbicie marki przez wysokiej jakości historie. Co i rusz w tie-inie w serii Bloodshota rodzą się pytania typu “Skąd on to wziął?”, “kiedy miał na to czas?”, typowe dla rozwiązań wyciągniętych z tyłka. I odpowiedź jest zawsze taka sama: “Przestań psuć historie swoją logiką”. Innymi słowy: Nie, nie zmieniłem zdania co do Duane’a. 

Najgorszą potwarzą – z fabularnego punktu widzenia – pozostaje jednak fakt, że ostateczna konfrontacja pod koniec eventu zbudowana jest na typowej dla sitcomow pomylce w interpretacji pewnych informacji – nazwijmy to “tragedią pomyłek”, czyli czymś podobnym do komedii pomyłek, ale ze znacznie wyższą liczbą zgonów. Bo tak, mamy tu trupy. Na szczęście, jak już wspomniałem, scenarzyści ciężko pracowali nad tym, żeby żaden ze zmarłych nikogo nie obchodził. 

Przynajmniej oprawa graficzna jest niezgorsza. Absolutna większość głównej miniserii wyszła spod ołówka Claytona Henry’ego z pomocą Pere Pereza, z Mico Suayanem i Claytonem Crainem odpowiedzialnymi za okazjonalne wizje i retrospekcje (odpowiednio). Tutaj jednak muszę stwierdzić, że całkowicie odmienny od czegokolwiek innego styl Craina wyraźnie odstaje od reszty. Lepiej sprawdza się, tworząc wirtualna rzeczywistość w umyśle Bloodshota w jego własnej serii – nad której stroną graficzną pracował poza tym Barry Kitson. W Harbingerze przez wszystkie cztery numery tie-inu współpracuje dwóch rysowników: podczas, gdy Khari Evans ilustruje wydarzenia ze współczesności, Trevor Heirsine zajmuje się retrospekcjami. W numerze zerowym natomiast podobnie dzielą się zadaniami Pere Perez i Mico Suayan. Wszyscy oni – poza Crainem – mają w miare podobne style, nie ma więc obawy, że nagłe zmiany kreski będą przeszkadzały w czytaniu. 

Pozostaje jeszcze kwestia wydania – recenzje pisałem na podstawie trzech paperbacków, event jest też jednak dostępny w twardej oprawie, w zbierającej wszystkie dwanaście numerów edycji Deluxe. Pojawia się tu jednak pewien problem dla kolekcjonerów – tie-iny Bloodshota i Harbingera zawarte są też bowiem w pierwszych tomach ich własnych Deluxów. Rodzi się więc kwestia: jak zbierać te historie? Czy iść w Deluxy, prezentujące się dumnie na półce, i mieć tom, który w 2/3 jest dublem innych? Czy może zbierać tylko Deluxy serii regularnych, a crossovery kupować w formie TPB, rujnując estetykę półki? Może zrobić na odwrót, serie regularne zbierać w miękkiej oprawie, a dla eventu szarpnąć się na Deluxe? Niejednolitość możnaby wtedy jakoś wytłumaczyć (choć nadal będzie uwierać), ale wtedy traciłoby się #0 Harbingera, czyli jedyna dobra rzecz, która z tego wszystkiego wyszła. Ostatnia możliwością jest pójście całkowicie w TPBy, ale Valiant upewnił się, że nawet wtedy kolekcjonerzy będą mieli swoje problemy – ktoś bowiem zadecydował, ze dobrym pomysłem będzie całkowita zmiana projektu grzbietu tomów przy wydawaniu dodruków. A że nie zmienili przy tym numeru ISBN ani okładki, utrzymanie jednolitej półki staje się zaskakująco trudne. 

Oczywiście staje się to problemem jedynie, jeśli wbrew tej recenzji zdecydujecie się sięgnąć po Harbinger Wars. Może tegoroczne Harbinger Wars 2 będzie lepsze. 

S_O

Harbinger Wars 
Scenariusz: Joshua Dysart, Duane Swierczynski 
Rysunki: Clayton Henry, Pere Perez, Mico Suayan, Clayton Crain 
Okładka: Clayton Henry 
Zawiera: Harbinger Wars #1-4 
Liczba stron: 128 
Cena: 14,99$ 
Wydawnictwo: Valiant Comics 

Bloodshot vol. 3: Harbinger Wars 
Scenariusz: Duane Swierczynski 
Rysunki: Barry Kitson, Clayton Crain 
Okładka: Mico Suayan 
Zawiera: Bloodshot #10-13 
Liczba stron: 128 
Cena: 14,99$ 
Wydawnictwo: Valiant Comics 

Harbinger vol. 3: Harbinger Wars 
Scenariusz: Joshua Dysart 
Rysunki: Khari Evans, Trevor Hairsine, Pere Perez, Mico Suayan, Clayton Crain 
Okładka: Khari Evans 
Zawiera: Harbinger #0, #11-14 
Liczba stron: 128 
Cena: 14,99$ 
Wydawnictwo: Valiant Comics

Powiązane teksty:


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.