Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Odrodzenie tom 5 Wezbrane Wody

Witamy z powrotem w Wisconsin, gdzie zmarli chodzą wśród żywych. Odrodzona Em odkrywa, że jest w ciąży i prosi May o pomoc w odnalezieniu zaginionego ojca dziecka. Ta zwraca się do Blaine’a, tworząc niełatwą współpracę między tą trójką. Tymczasem Edmund Holt przestaje pogrywać i całe miasto odczuje jego gniew.

Kolejny tom “Prowincjonalnego Noir” Tima Seeleya i Mike’a Nortona ma wielkie ambicje. To jest ten moment w którym dochodzi do totalnej zmiany sytuacji. Gdy szalony plan Hotla w końcu się ziści, nic nigdy nie będzie już takie same. Niestety, te ambicje rozbijają się o jeden poważny problem. I jest nim sam Holt. Facet właściwie dostał czego chciał podane na tacy. I nie tylko żaden z naszych bohaterów nie mógł go powstrzymać. Niemal wszyscy dokładnie odegrali takie role, jakie im zaplanował. W całej sytuacji Dana i Ibrahim mają tak naprawdę niewiele do powiedzenia. Są bardziej pasywnymi widzami niż aktywnymi bohaterami z poprzednich tomów. Większość decyzji jakie podejmują jest tak głupia, że nawet inne postaci komentują ich głupotę. Rozumiem, że bohaterowie mogą popełniać błędy pod wpływem emocji. Ale jeśli za każdym razem służy to temu aby złoczyńcy nikt nie przeszkodził to wkurzające. Przez resztę czasu decyzje są podejmowane za nich. W wyniku tego cały wątek to festiwal jednego aktora.

A Holt wcale nie jest takim dobrym antagonistą aby samemu zająć scenę. Nie chodzi nawet o to, że jego niewiarygodnym bigotem. Jego uprzedzenia działały kiedy był tym niepokojącym dziadem na drugim planie. W poprzednich tomach wiesz, że to świr od początku. Ale powoli zaczynasz zdawać sobie sprawę, jak bardzo jest niebezpieczny. Ale co innego kryć się w cieniu i odgrażać a co innego stanąć w świetle reflektorów. On zwyczajnie nie ma charyzmy aby samemu pociągnąć historię. Kiedy wszystkie postaci zostały tak wymanewrowane, że nikt nie może mu rzucić wyzwania, co nam pozostaje? Facet który nawija kilka stron jak to wszystkim pokaże i czasem rzuci ogólnikowym sloganem prawicowca? Brakuje mu kogoś, kto mógłby zakwestionować albo wręcz wydrwić jego poglądy. I nie mówię tego w imię jakiegoś bełkotu o “wysłuchaniu dwóch stron” centrysty. Czy dlatego, że skręcam w lewo i mnie razi, że prawicowiec mógł nawijać do woli. Chodzi o to, że Holt to nie Joker. To nie Szalony Stan z Batmana przyszłości. To nawet nie Negan z Żywych Trupów, którego podróbką wyraźnie ma być. On potrzebuje kogoś kto wyciągnie z niego więcej iskry. Bez niej cały ten wątek pada na twarz. A kiedy Dana i Ibrahim zostali zredukowani do roli pionków, takiej osoby brak.

Innym problemem jest, że w kwestii polityki Holta, scenariusz nie poszedł zbyt daleko. Jasne, facet od czasu do czasu rzuci jakimś prawicowym sloganem. Ale wiele z nich brzmi zbyt ogólnikowo. Nie można ich podczepić pod jedną konkretną skrajnie prawicową ideologię. I ja wiem, czemu Tim Seeley to zrobił. Jako liberał zdecydowanie chciał uniknąć problemu tak zwanego “niepoprawnego politycznie złoczyńcy”. To jest antagonisty który mówi rzeczy powszechnie uważane za pełne jakiegoś rodzaju bigoterii. Istnieje wielkie ryzyko, że możemy przypadkiem wzbudzić sympatię do takiego aantagonisty. Zwłaszcza jeśli wygłasza swoje poglądy bez głosów sprzeciwu. Rozwiązaniem Seeleya jest uderzyć w ogólniki. I liczyć, że członek żadnej konkretnej skrajnej grupy się z Holtem nie będzie utożsamiał. Ale moim zdaniem kiedy uczyni się gościa tak uproszczonym, to daje odwrotny efekt. Nagle wiele osób o skrajnych poglądach może przeczytać jego słowa i uznać, że głosi ich przekonania. Jeśli Seeley chciał tego uniknąć to ponownie, lepszym rozwiązaniem było by któreś z głównych bohaterów miało bardziej aktywną rolę. I mogło zakwestionować bredzenie Holta.

Wątek poszukiwań dawnego kochanka Em wypada o wiele lepiej. Zmuszenie jej do współpracy z Blainem daje dobre, pełne napięcia sceny. Pomaga, że poszukiwania Aarona doprowadzają do kilku najlepszych scen w tomie. Jedynie finały obydwu wątków wydają się zamienione miejscami. Końcówka poszukiwań sama w sobie jest świetna. Ale to jaki ma wpływ na jednego z uczestników i podjęte przez to działania wydają mi się wymuszone na siłę aby szokować. I osiągają poziom na którym niektóre postaci wypadają wręcz jak karykatury samych siebie. Z drugiej strony, konsekwencje planu Holta są świetne do oglądania. Szczególnie scena z “aniołami kroczącymi przez piekło” wywołała u mnie lekkie wzruszenie wręcz.

Mike Norton jak zawsze stanął na wysokości zadania i zdołał powołać do życia nieraz chore wizje Seeleya. Ale kolory Mike’a Englerta dalej uważam za niedostatecznie mroczne dla klimatu serii. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Co mi się nie podoba to, że w wydaniu zbiorczym nie ma słowa o Danielu Warrenie Johnsonie. Autorze kilku plansz z finałowego zeszytu tomu. Johnson ma kompletnie odmienny styl od Northna. Powiedziałbym nawet, że o wiele lepiej pasujący do kolorów Englerta. Kiedy spojrzysz na jego prace od razu wiesz, że to nie Norton. Ale nie ma o jego wkładzie nigdzie ani słowa. Nie wiem czy winić za to Nonstop Comics czy Image, ale tak się nie robi.

Skoro o lokalizacji mowa, mam jedno zastrzeżenie do pracy Bartosza Musiała. Jest scena gdzie Blane zastanawia się, czy May i Em dyskutowały jak go zabić czy też, na co liczy, uprawiały “scissoring”. Dla niepoinformowanych, jest to nazwa pozycji seksualnej między dwiema kobietami. W tłumaczeniu Blane pyta “Co, naradzacie się, jak by tu się mnie pozbyć? Albo dziabnąć sekatorem? Trzymam kciuki.”. Nie zrozumcie mnie źle. Oryginalny żart był obleśny i chamski. Nawet nie pasował do tego jakim rodzajem drania jest Blane. Ale nie wiem czy tłumacz zmienił tekst bo się ze mną zgadza. Czy też doszło do paru przeskoków w skojarzeniach za daleko.

Piąty Tom Odrodzenia miał jedno zadanie. Namieszać. Zaburzyć status quo serii. Pomimo moich uwag muszę przyznać, że udało mu się to. Jestem zaintrygowany tym, gdzie ta historia pójdzie. I jak konsekwencje działań Holta i Blane’a odbiją się na całej obsadzie. Nawet jeśli ten tom jest słabszy od poprzednich, zdecydowanie nie zniechęcił do kontynuacji serii. A nawet przeciwnie.

Demogorgon

Odrodzenie tom 5 Wezbrane Wody
Scenariusz: Tim Seeley
Rysunki: Mike Norton
Format: 170x260mm
Ilość stron: 128
Druk: kolor
Okładka: miękka
Tłumaczenie: Bartosz Musiał

Komiks można kupić w sklepie wydawnictwa Non Stop Comics

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.